wtorek, 28 maja 2013

Rozdział Pierwszy

W roku Pańskim 1827 nad miastem Cannorton zapadły mroki. Ludzie snują różne tezy, że słońce przez chwilkę zgasło, że Bóg był zdenerwowany i chciał odegrać się na grzesznikach... Ale byli też tacy, którzy nie wierzyli ani w jedno ani też w drugie.
W Cannorton mieszkała rodzina, która odstawała od swojego społeczeństwa, nie tylko ze względu na status społeczny, ale również ze wzgędu na pochodzenie.
Cannortończycy byli muzułmanami i mieli dość sceptyczne podejście do tej rodziny, która twardo odstawała od ich religii. Dom Wallsów stał na wzgórzu z widokiem na całe miasto.

Teodor - głowa rodziny, przeniósł się tu z żoną Eleonorą i dziećmi z pobudek osobistych. Teodor był swego czasu współpracownikiem  Romualda Sparksa. Jak wiadomo podpaść szefowi mafii to pewna śmierć. Teodor zbiegł, pozostawiając za sobą przeszłość, jednak przedmiot konfliktu z Ojcem Chrzestnym leżał zakopany pod drzewem w ich nowym ogrodzie. Gdy zamieszkali w Cannorton mieli nadzieję na spokojne życie, jednak nie minęło pół roku Eleonora zachorowała i zmarła. Teodor od tego momentu musiał sam wychowywać dzieci. Emma była twardą osobą, ale Thomas, który był młodszy od niej o prawie osiem lat stracił w sobię tę małą iskierkę, która przecież powinna się zawsze tlić w jego oczach.
- Tato? - Emma znalazła go opartego o drzewo spoglądającego na miasto. Był ubrany jak zawsze. Nienaganny garnitur, lekki zapach wody kolońskiej i oczywiście mocny zapach cygar. Podeszła niepewnym krokiem do swojego ojca. Zawsze trochę się go bała. Odwrócił się do niej i spojrzał w jej brązowe oczy. Była niższa od niego o prawie dwadzieścia centymentrów i miała długie po pas czarne włosy. Tak bardzo ją kochał.
- Tak? - zapytał odwracając się z powrotem w stronę zachodzącego słońca. 

Dziewczyna rozejrzała się spokojnie po ogrodzie i wskazała podbródkiem na dom. Była dobrze przeszkolona, mimo, że miała dopiero dwadzieścia lat. Ojciec zdążył nauczyć ją jak posługiwać się bronią i jak pozbawić kogoś czucia w kończynach. Nie bała się niczego. Była dokładnie taka jaką mógł sobie wymarzyć. Była jego klonem.
- Jakiś PAN przybył. Powiedział, że jest Twoim starym przyjacielem... - w jej głosie wyczuł niepewność. - Wyglądał mi podejrzanie więc gdy tylko się odwrócił przywaliłam mu wazonem mamy - urwała. - i tak go nie lubiłam. Związałam go i zakneblowałam, ale wolałabym jakbyś wrócił i sam zadecydował co z nim robimy... Nie krzyczałam, bo coś czuję, że nie jest tu sam. Przy sobie miał dokumenty - wyciągnęła dłoń i podała mu plik małych karteczek.
- Johnny O'Conter. No tak, współpracowaliśmy to prawda o ile można to tak nazwać. Pracuje dla Sparksa.
Teodor spojrzał na swoją córkę i poklepał ją lekko w ramię.
- Jesteś niezastąpiona. Em... mam prośbę. Thomas jest w szkole, odbierz go i schowajcie się w grocie. Jeśli będzie bezpiecznie to przyjdę po was. Nie wychylajcie się! Obiecasz mi to?
- A co jeśli nie będzie bezpiecznie? - Zapytała mocno łapiąc go za nadgarstek.
- To wrócisz tu w nocy i odkopiesz nasz skarb przez który tu trafiliśmy i wyjedziesz do Nowego Yorku. Nie wrócisz tu nigdy. - Poszperał w kieszeni i wyciągnął telefon. - Zapisz sobie ten numer, gdyby coś mi się stało zadzwoń. Mikey Ci pomoże. Powiedz mu tylko, że jesteś moją córką, zaopiekuje się wami.
- Mikey? - Zapytała odchodząc ze łzami w oczach.
- Tak. To mój przyjaciel i ma wobec mnie duży dług.

- Co było dalej? - Zapytał Lucasso głosem pełnym napięcia.
- Pewnie ich zabili, jak to z mafią - odpowiedziała znużonym głosem Karla i zatrzasnęła ogromną książkę przed nosem przyjaciela.
- Przecież już raz mu uciekli! - Wstał i zaczął chodzić po pokoju.
- Tak, tak WIEM. A teraz zbieraj tyłek idziemy na trening.
- Ciekawe co takiego zostało zakopane pod tym drzewem - rozmarzył się chłopak. 

- Nie wiem, ten pamiętnk został zabrany z rzeczy babci. - odpowiedziała Karla ubierając adidasy.
- No właśnie! Pamiętnik. PA-MIĘ-TNIK!
- Nie wydzieraj się tak, JESZCZE NIE OGŁUCHŁAM !
- Ona znała Teodora? - Zapytał zatrzymując się w półkroku.
- Rany Julek ! Ale wkręciła Cię ta opowieść ! Dobrze. Wsiądź do samochodu to Ci MOŻE opowiem zakończenie. - Powiedziała wskakując do jeepa.
- Okay, okay.
Gdy jechali Karla wyglądała na zamyśloną.
- Więc? - Zaptał nie dając za wygraną.

- Jesteś gorszy od potterowskiego Ronalda Weasleya, wiesz? - zaśmiała się. Lubił jej śmiech, to było jak promień słońca w letni dzień...
- Moja babcia dostała ten pamiętnik od swojej mamy. Prababcia była córką Eleonory... Autorka opisuje wydarzenie patrząc na nie tak jakby z boku. Ale z tego co wiem, samą autorką jest Emma.
Gdy Theodor wrócił do domu zobaczył, że Sparks jest w środku. Emma ukryła się pośród drzew i słyszała strzały. Uciekła w stronę miasta i odebrała Thomasa, razem skryli się w grocie przy urwisku. Przeczekali tam dwa dni, Emma donosiła bratu jedzenie i pilnowała, żeby nikt ich nie znalazł. Po dwóch dniach w nocy podeszła od ogrodu do domu i weszła, żeby sprawdzić co się wydarzyło. Znalazła tylko ciało ojca na środku salonu i straszny bałagan. Widocznie ludzie Sparksa przeszukiwali dom w celu znalezienia tego co ukradł ojciec Emmy ale nie znaleźli. Reszta była porozbijana włącznie z oknami i samochodem Wallsów.
Gdy zabrała co ważniejsze - nie zniszczone rzeczy - i kilka ubrań, Emma udała się z powrotem do groty. Zadzwoniła do Mikey'a i razem z Thomasem wrócili do Nowego Yorku.
Tu historia się urywa, bo więcej nie było w pamiętniku. Z tego co babcia mówiła miała jeszcze jeden ale nie mogłam go znaleźć... Pewnie go już dawno wyrzuciła.
- Jesteś ich wnuczką?! To może ten cały skarb nadal jest w waszej rodzinie? - Zapytał Lucasso patrząc na nią świdrującym wzrokiem.
- Nawet jeśli to dom babci to po jej śmierci przejęła go ciotka Petunia. Jakoś wątpie, żeby tak po prostu mi przekazła coś cennego. 

- Może dobrowolnie tego nie zrobi ale...
- Nawet nie próbuj - przerwała mu.
- Kochana, czyżbyś już całkiem się wyrzekła swojego życia? - Zapytał cicho.
- Nie. Nie wyrzekłam się, ja po prostu... przecież zrezygnowaliśmy.
- Zawsze można do tego wrócić. - uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś niepoprawny! A teraz wybacz, ale zaraz się spóźnimy na trening. - powiedziała parkując samochód pod szkołą karate. O niee. Już widzę Twój wzrok. Nawet nie próbuj,.. Znowu to robisz!
- Co robię? - Zapytał zatrzaskując drzwi od jeepa.
- Starasz się sprowadzić mnie na...
- złą drogę?
- Tego nie powiedziałam.
- Ależ agentko Karlo owszem to chciałaś powiedzieć. O, patrz kto idzie, normalnie idealny moment. Cześć Anett ! - Zawołał patrząc nad ramieniem Karli.
- Cześć cześć wieśniaki. - Anett przybiła żółwika z Lucassem i popatrzyła pytająco na Karlę. - Co jest ?
- Zgadnij. - Powiedziała cicho.
- Ale... e... OOOO. Poważnie? - Na jej buzi pojawił się wielki uśmiech zrozumienia - o kurna, powiedz tylko gdzie i o której a jestem gotowa!